Hruba Kopa ( 2166 m) znajduje się w głównej grani Tatr Zachodnich, stanowić może cel wycieczek narciarskich od strony doliny Żarskiej. Z Żarskiej Chaty około 2 godziny podejścia, 800 m przewyższenia, około 3 km zjazdu. Możliwe są właściwie dwa klasyczne i najbardziej popularne warianty ( za przewodnikiem Stanislava Klauco „Vyber skialpinistickych a lyzarskich tur” ):południowo-zachodni i południowo-wschodni.Ten pierwszy, polecany równieżna podejście, prowadzi , jeżeli staniemy twarzą do Hrubej Kopy, trawersem w lewo pod jej południowym zboczem do Lucznego Kotła ( Łąkowego Kotła ) i dalej do góry na znajdujące się w grani głównej Luczne Sedlo ( Łąkową Przełęcz ) .
Na kilka miesięcy pożegnanie ze śniegiem, w zeszłym tygodniu ostatni raz tej wiosnyzabraliśmy narty…najpierw wielki płat białego na Kasprowym, ale już powyżej dolnej stacji krzesełka zaczyna dominować zieleń, więc dalej pozostaje spacer nad Czarny Staw. Z Markiem i Robertem podchodzimy pod Zmarzłą ( tr.+3, max 45 stopni ), którą wspólnie z Ewą chłopcy zrobili kilka dni wcześniej.
Wyobraźmy sobie długi, słoneczny, majowy dzień po mroźnej nocy. Hala Gąsienicowa w środku tygodnia, zamknięte wyciągi narciarskie ale w górach jeszcze ciągle dominuje biel …Po wyjechaniu wagonikiem na Kasprowy i wypiciu porannej kawy za jedyne 8 zł jak najszybciej stąd uciec, zostawić za sobą wypełniającą się szkolnymi wycieczkami stację kolejki...
Zazwyczaj koniec kwietnia i początek maja, to pora najlepszego śniegu i rozleniwiającego słońca. Jak wiemy z dobrze poinformowanych źródeł tak właśnie było również w tym roku. Z soboty na niedzielę 25-26 kwietnia Marek z małżonką Ewą, Robert i Maciek eksplorowali otoczenie Morskiego Oka. Najpierw wszyscy zaliczyli przepiękny zjazd z Niżnych Rysów ( tr +2, max 42 stopnie ) a następnie chłopcy podeszli na główny wierzchołek najwyższego szczytu Tatr Polskich i zjechali z samej przełęczy rysą w kierunku Czarnego Stawu ( tr. +3, max 44 stopnie ).Drugiego dnia Ewa z Markiem powtórzyli Niżne Rysy wariantem w poszukiwaniu zagubionego czekana ( zainteresowani wiedzą najlepiej że cierpliwość popłaca ),a Robert i Maciek jeździli w okolicach Zadniego Mnicha. Jakie były super warunki, zobaczcie na zdjęciach.
Na fokach po lodowcach Silvretty, relacja Marka Sztefko
Nasza droga krzyżowa
Na tradycyjny wiosenny, alpejski wyjazd skiturowy wybraliśmy w tym roku Silvrettę, leżącą na pograniczu Austrii i Szwajcarii. To stosunkowo niewielkie i niewysokie( szczyty do 3300 m) pasmo alpejskie jest szczególnie bliskie sercu narciarza wysokogórskiego, wszak większość z nas zaczynała swą przygodę ze skituringiem korzystając z kultowych już wiązań, Silvretta 300,400 czy 404. Pojawienie się, w Polsce, w latach 80-tych tych właśnie wiązań z wolną piętką, pozwoliło zamienić mozolne wynoszenie nart na plecach na swobodne podchodzenie na fokach .