Kojarzona z południowym, piekącym słońcem, słodkimi, zrywanymi prosto z drzewa figami, zapierającymi dech w piersiach widokami zielonkawych zatok zdobionych setkami wysp, letnia Dalmacja nie jest ciekawym celem wspinaczkowym. Wakacyjne spiekoty i tysiące turystów mogą popsuć humor nawet największemu optymiście. Ale może by tak jesienią…?
Po powrocie mogę już śmiało powiedzieć, że zdecydowanie warto.Ale od początku… Jesienna Dalmacja oferuje wszystkie zalety letniej natomiast sprawia wrażenie wyludnionej itym samym bardziej naturalnej. Jednym mankamentem może być troszkę zmienna pogoda, gdy pojedziemy zbyt późno. Najlepszy wydaje się być wrzesień i początek października. Koniec października i listopad mogą nas zaskoczyć nawet kilkudniowymi załamaniami pogody. Ale generalniei tak nie ma powodów do narzekań. Temperatury oscylujące wokół 20 stopni w porównaniu do polskich jesiennych mgieł, kilku stopni powyżej zera i pierwszego śniegu, nie pozostawiały złudzeń. Rzutem na taśmę, chwytając byka za rogi i korzystając z możliwości wykorzystania tygodniowego urlopu, po wielogodzinnych przygotowaniach, kilku, spowodowanych okolicznościami zewnętrznymi, zmianach planów, pomknęliśmy na południe w poszukiwaniu słońca, pomarańczowej skały i przygody. Już przejazd autostradą przez Paklenicę i widoki pomarańczowych tunelów skalnych którymi wiła się droga dały nam przedsmak tego co czekało na nas w Splicie i okolicach. Humorów nie popsuł nam nawet wiejący w okolicy Zadaru z ogromną siłą wiatr Burja. Po przyjeździe do Splitu okazało się, że wiało tylko wysoko w górach. Z ulga mogliśmy zabrać się za odkrywanie skalistej części Dalmacji.
O potencjale wspinaczkowym tego rejonu pośrednio przekonaliśmy się już wjeżdżając do Splitu, który otoczony skalistym pasmem Kozjaku, sprawiał wrażenie spętanego skałami. Mój nos się nie mylił. Pierwsze spojrzenie w kupiony na miejscu świeżutki przewodnik przerosło jednak moje oczekiwania. Split i okolice otoczony był co najmniej pięcioma dużymi, oferującymi setki dróg we wszystkich przedziałach trudności, rejonami. Takie nazwy jak Trogir, Markezina Greda,Marian, Omis, Brela przyciągały jak magnes. Gdyby doliczyć do tego rejony mniejsze, a także te położone wokół Makarskiej, oraz wyspy Hvar, Brac i Vis – potencjał na pół jeśli nie na całe życie wspinaniaJ. My ze względów pogodowych poznaliśmy tylko rejon Marjan położony na obrzeżach Splitu, oraz Omis – skalne miasto o wyjątkowym uroku i z pięknym przełomem rzeki Cetiny, położone ok. 20 km od Splitu.
Marjan – świetny rejonik położony na cichych obrzeżach Splitu, oferuje prawie wszystko. Są tu płyty w ostrymi chwytami i szarym charakterystycznym, szorstkim wapieniem, jak i piękne pomarańczowe, świetnie urzeźbione pionowe lub wywieszone drogi po niezłych chwytach biegnące w nieraz bardzo fantazyjnych formacjach. Asekurując można podziwiać rozciągający się pod nogami widok na morze z dobrze widoczną na pierwszym planie wyspą Brac. Wszędobylskie ogromne agawy, kwitnące kaktusy, wysokie zielone Cisy, rosnące dziko, owocujące drzewa oliwne i charakterystyczna śródziemnomorska flora nadają temu miejscu wyjątkowy klimat. Nie psuje go biegnąca w bezpośrednim sąsiedztwie skał asfaltowa droga, ponieważ ruch samochodów jest w tym miejscu zabroniony, powszechnym widokiem są tu zaś biegacze i parkowi spacerowicze. Omis zaś to nazwa miasteczka położonego w głębokim przełomie rzeki Cetiny. Wjeżdżając do miasteczka ma się wrażenie przytłoczenia piętrzącymi się wysoko ponad miastem wapiennymi ścianami. Jeśli dodać do tego piękną ciasną miejską zabudowę, górujący nad miasteczkiem zameczek oraz piękne morskie wybrzeże, wszystko razem sprawia wrażenie miejsca wręcz stworzonego do wspinania i wypoczynku.
Wspinanie w Omis’u to głównie płyty i połogi w szarym, dobrze urzeźbionym, ostrym wapieniu oraz występujące rzadziej przewiechy w pomarańczowej skale. Rejon Wysjokie Polje oferuje też jako jedyny z dotychczas mi znanych w Chorwacji, wspin po kaloryferkach. Szczególnie jeden duży i wysoki szaro- pomarańczowy kaloryfer dostarczył mi wrażeń niezapomnianych. Więcej, choć nie wszystko na temat tej drogi mówi już sama jej nazwa – „Kastracija ili masturbacja”J Jak widać – dla każdego znajdzie się coś miłegoJ
Jest co robić również w dni restowe tudzież pogodowo niestrawne. Do zwiedzania mamy antyczny Pałac Dioklecjana, starożytną Salonę, średniowieczny Trogir i Szybenik, piękne okoliczne wyspy Hvar i Brac. Dla entuzjastów mniej aktywnego wypoczynku Dalmacja oferuje setki kilometrów plaż i ciepłe morze, w którym można restować do woli również jesienią.
Na zwiedzenie pozostałych rejonów niestety zabrakło czasu i pogody. Z jednej strony szkoda- z drugiej- jest po co wracać i tego się trzymamy. A to, że wrócimy wiemy już na pewno. Bo jak można nie wracać do miejsca, w którym skały mieszają się z morzem, smak kawy z figami, zapach rozmarynu ze smakiem frutti di mare, antyk z nowoczesnością, a każda wyłaniająca się zza zakrętu nowa skała kusi obietnicą przygody…
Termin wyjazdu: 19-24.10.2009 r.
Uczestnicy: Marcin „Dziku” i Emilia.
Dróżki: Czasu i mocy starczyło tylko na rozpoznanie rejonów i wspinanie onsight’em na drogach do 6a+. Na połączenie przechwytów na trudniejszych RP nie starczyło już czasu, ale zamierzamy tam wrócić i wyrównać rachunkiJ